Jan Borysewicz i najgłośniejszy skandal muzyczny PRL

Redakcja
01.06.2017 12:17
Jan Borysewicz

Jan Borysewicz (www.facebook.com/janborysewicz)

Jan Borysewicz to jeden z najbardziej znanych polskich gitarzystów. Na początku lat 80. współtworzył zespołu Lady Pank, będący wtedy głosem młodego pokolenia. Obecny na scenie od ponad 40 lat, był uczestnikiem licznych skandali - począwszy od bójek pod wpływem alkoholu, skończywszy na pokazaniu przyrodzenia podczas występu przed młodzieżą.

Wydarzenie to miało miejsce dokładnie 38 lat temu podczas koncertu z okazji Święta Młodości, organizowanego przez Zarząd Wojewódzki Socjalistycznej Młodzieży Polskiej z okazji Dnia Dziecka. Dochód z biletów miał być przeznaczony na ufundowanie dziesięciu książeczek mieszkaniowych dla wychowanków domów dziecka. Na Stadionie olimpijskim we Wrocławiu gitarzysta rozebrał się od pasa w dół, stojąc na scenie przed młodzieżą. Zarówno podczas występu, jak i interwencji milicji, która ściągnęła go ze sceny, muzyk był nietrzeźwy. Koncert przerwano, a władze PRL po tym wydarzeniu zawiesiły działalność zespołu na trzy miesiące. Sam Jan Borysewicz dostał wyrok skazujący go na trzy miesiące aresztu, który jednak uchylono w wyniku amnestii. Skierowano go również na obserwację psychiatryczną. Z powodu tego wydarzenia współpracę z zespołem zakończył Andrzej Mogielnicki - autor licznych tekstów piosenek. Sam rockman tłumaczy swoje naganne zachowanie tym, że sprowokowała go grupka agresywnych uczestników koncertu, którzy pokazywali mu środkowe palce.

Skandal, który nazywa się popularnie "incydentem wrocławskim" nie wpłynął znacząco na karierę Borysewicza. Dwa lata później skomponował on trzy wielkie przeboje - "Tacy sami", "Zostawcie Titanica" i "To, co mam".

W wywiadzie dla Gazety Wyborczej Janusz Panasewicz - kolega z zespołu - stwierdził:

"O ktoś to jeszcze pamięta?! No prawda jest taka, że grając po trzy koncerty dziennie, bywaliśmy w różnej kondycji, zdarzały nam się takie akcje i wiele innych. Nie ma co się wybielać, tak było. Zresztą nie tylko nam, bo każda kapela lubiła poszaleć czy zaliczała jakieś wpadki. Tylko że to my wtedy byliśmy pod lupą mediów, nawet koledzy z innych zespołów mówili, że oni to teraz mogą wszystko, bo i tak wszystko co najgorsze spadnie na nas. A jeśli chodzi o ten sławetny koncert, to trzeba pytać Janka, choć wiem, że nie warto - nie lubi o tym gadać".

Na temat Jana Borysewicza krąży wiele plotek. Jedna z nich mówi, że muzyk miał kiedyś odmówić współpracy samej Madonnie. Wykręcał się wtedy dużymi zobowiązaniami koncertowymi w Polsce. Nie zmienia to faktu, że w dalszym ciągu zawdzięczamy mu wiele ponadczasowych kawałków.

SŁUCHAJ ROCK RADIA