[Recenzja] Kane and Lynch 2: Dog Days

Do drugiej odsłony podchodziłem z dystansem. Jedynka pozostawiała mieszane uczucia - brutalna, męska gra sporo traciła przez kiepskie sterowanie, przeciętną grafikę, słabą fabułę i brak co-opu online. Zauważyli to gracze i krytycy przyjmując Dead Men dość chłodno. 'Dwójka' ma to zmienić.

Poniekąd się to udało. Wszystkie elementy, które wcześniej sprawiały, że rozgrywka nie była płynna zostały naprawione lub usunięte. Koniec ze skradaniem się i tego typu rzeczami. Teraz strzelamy i przebijamy się dalej. Z jednej strony gra się szybko i przyjemnie, z drugiej, szybko wkrada się nuda wynikająca z powtarzalności akcji. Do tego dochodzi mało precyzyjne celowanie a system chowania się za elementami otoczenia dalej odstaje od czołówki w tej dziedzinie.

Trudno, strzelamy dalej, by pchnąć historię naprzód. A ta jest bardzo dobra. Bez zdradzania fabuły napiszę tylko, że wydarzenia przedstawione w grze potrafią wstrząsnąć i przykuć do telewizora. Bardzo widowiskowe, brutalne sceny pokazywane przy pomocy ujęć 'z ręki' wzorowane na klasycznych filmowych scenach tylko dodają smaczku. Szkoda, że jedyną możliwością śledzenia historii jest bezmyślne strzelanie do setek wrogów. Zapomnijcie o narracji znanej z serii Grand Theft Auto czy Uncharted.

Strzelając i strzelając gra pęka w 7 godzin, ale tym razem powodów do powrotu jest kilka. Przede wszystkim spróbować możecie zmierzyć się z Dog Days z kolegą w trybie online co-op. Do tego powraca tryb Fragile Alliance, gdzie gracze rabują bank ale każdy z nich może zdradzić grupę i spróbować samemu przejąć łup. Dodatkowo są jeszcze Undercover Cop, w którym jeden z graczy ma powstrzymać resztę w trakcie kradzieży, oraz klasyczny pojedynek, czyli Cops and Robbers.

Dog Days to druga w serii pozycja, którą ciężko polecić bez jakiegokolwiek 'ale'. Odnoszę wrażenie, że wszystko jest tu zrobione na pół gwizdka. Owszem, gra ma swoje momenty i ciekawy tryb multiplayer, ale to trochę za mało.

 

7/10

 

SŁUCHAJ ROCK RADIA