Green Day - Upadek?

Dlaczego jedni z najlepszych obierają zły kierunek?

Na świecie jest sporo zespołów, które zrezygnowały ze swych ideałów na rzecz  komercji, a
zmusiła ich do tego ogromna potrzeba wybicia się, zaistnienia na rynku i na szerszej scenie.
Schemat jest przeważnie ten sam. Obiecująca kapela cieszy się pewnym zainteresowaniem,
pojawia się producent, wytwórnia, która wiele jest wstanie zdziałać, ale pod kilkoma warunkami. I tu zaczyna się przetwarzanie zespołu, sugestywne rady, ocierające się nawet o mały szantaż. W efekcie dany zespół ma najmniej do gadania, co później widocznej jest w twórczości i działalności, a publika przeważnie w końcu nudzi się swoimi pupilami i dojrzewa do znacznie lepszych, niezależnych formacji, która są wstanie znacznie dłużej utrzymać się na rynku. Nasuwa się natomiast pytanie, co powoduje, że zespoły które właśnie mają stałą pozycje na międzynarodowej scenie, nagle zaczynają iść w kierunku komercji i jakby to brzydko nazwać cofają się w rozwoju?

Przykładem tego smutnego faktu na pewno jest ukochany przeze mnie Green Day.
Zespół, który głęboko siedział w punku, a za sprawą dodania beatlesowskich melodii stworzył swój własny niepowtarzalny styl.

Założony w 1987 roku przez dwóch przyjaciół Billie'go Joe Armstronga i Mika Dirnta w malutkim Rodeo w stanie Kalifornia Green Day nagrał dwie mocno garażowe płyty inspirowane oczywiście Sex Pistols i The Ramones. Klimat kręcił się w okół różnych zwariowanych akcji, palenia jointów i generalnie dobrej, punkowej zabawy. Udało im się zacząć przygodę z dużym światem muzycznym nie idąc na żadne ustępstwa i pod okiem genialnego producenta Roba Cavallo wydać ukochany przez fanów album 'Dookie', z którego pochodzą takie przeboje jak Basket Case, Long View, czy When I Come Around.
Na tej płycie zarysował się bardzo charakterystyczny styl kapeli, która mimo nacisków z różnych stron wydała kolejny, jeszcze bardziej punkowy album 'Insomniac', na którym może i trudno o hity, ale wciąż pulsuje on niezwykłą energia.


- 'Sprzedawanie nie pasuje do tego co przekazujemy w tekstach. Ale nie wiemy jak temu  zaradzić, nie wynaleźliśmy jeszcze złotego środka na to.' - Mike Dirnt.

Następnie Green Day wydał dwa dużo dojrzalsze albumy, gdzie słychać inspiracje  kapelami z lat 70', a nawet 60', ale wciąż pozostał przy mocno punkowej stylistyce. Wydawało się, że rzeczywiście ciężko jest nagrywać po raz kolejny podobny, dosyć młodzieżowy materiał, przy którym dzieciaki mogłyby pojeździć na desce, więc w 2004 światu ukazała się punk-opera pod tytułem 'American Idiot'. Nasycona antywojennymi ideałami i innymi głębokimi mądrościami płyta wybiła Green Day na stadiony, ale i kompletnie zmieniała styl i otoczkę w okół kapeli, do której wszyscy się przyzwyczaili. Album powtórzył sukces 'Dookie' (14 mln sprzedanych  egzemplarzy) i moim zdaniem powinien zakończyć tym miłym akcentem działalność grupy.

Osiągnęli wszystko co było do osiągnięcia. Masa genialnych piosenek, świetnych aranżacji dodając do tego liczne nagrody i zapisanie się w historii rocka jako jeden z pierwszych punkowych zespołów, który pomieszał pierwotny styl z popem i zdobył takie duże uznanie na prawie wszystkich frontach muzycznych.

Jak już wyżej wspomniałem raczej trudno jest brnąć dalej w obrany przez Green Day kierunek, a umówmy się chłopaki są już prawie 40-letnimi Panami i kolejna płyta z zeszłego roku '21st Century Breakdown' przyprawiła mnie o mdłości. I właśnie tu muszę wrócić do postawionego na samym początku pytania. Dlaczego zespół z tak silną pozycją wydaje koszmarny album z samymi plagiatami, kierowany do 14-letnich emo dziewczynek?
Teoretycznie ambitne melodie, patetyczne aranżacje, producent Butch Vig (Nevermind - Nirvana), a tu wychodzi totalne dno, gdzie jedynym hitem jest bardzo przewidywalna ballada '21Guns'.

Nie mogę znaleźć odpowiedzi na to pytanie, a dręczy mnie, gdyż jako zagorzały fan Green Day'a wstydzę się i nie mam żadnych argumenetów na ich obronę. Wszystko co teraz prezentują łącznie z imagem wygląda po prostu żałośnie, a smutny jest fakt, że ich śladem podążają inne świetne formacje z pod znaku 'kalifornii' takie jak Sum 41, czy The Offspring.

 

Stary dobre czasy.

 

 

 

Nowa twrczość.

 

 

 

Filip Opania

SŁUCHAJ ROCK RADIA