Jedz, módl się, kochaj czyli smutna twarz Julii Roberts

W tym filmie wszystko jest piękne. Słowo honoru. Nowy Jork, Rzym, Bali, Indie, ludzie, domy, drewniane chatki, jedzenie, hinduskie wesele, Julia Roberts roniąca estetyczne łzy, niebieska glazurowa płytka - po prostu wszystko. 
Nawet kiedy bohaterka spada z roweru robi to wdzięcznie i malowniczo, a  odniesiona kontuzja to zaledwie zadraśnięcie jej wygimnastykowanego ciała.

Bohaterka opowieści - Elizabeth Gilbert - ma przystojnego, trochę nieodpowiedzialnego męża, cudny dom, prowadzi ciekawe życie w podróżach, a jednak czuje że 'to nie jest to'. Rozwodzi się więc z mężem (Ok. - łamie mu serce, ale bardzo nad tym ubolewa), wdaje się w romans z młodocianym aktorem (śliczny James Franco), po czym stwierdza, że 'to też nie to' i podejmuje decyzję: musi wyjechać na rok i odnaleźć apetyt na życie. Na trywialne pytanie przyjaciółki 'A jeżeli to nic nie da?' w oczach Julii pojawia się zaduma zranionej sarenki.  I potem mamy wspomniane wyżej piękne miejsca, gdzie bohaterka w kolejności je, pracuje i modli się. A potem poznaje miłość swojego życia. Koniec.

Ten film to dziecko wszystkich poradników z cyklu 'Jak zostać szczęśliwym w ciągu 365 dni'. Co jakiś czas słyszymy mądre komentarze bohaterki, która dzięki swoim smutnym losom, pomaga innym aby nie musieli się zmagać z trudami życia tak jak ona. To, że w tle dziewczyna wychodzi za mąż bo zmusza ją do tego rodzina, ojciec cierpi bo zrujnował swoje małżeństwo, a kobieta ledwo wiąże koniec z końcem bo rozwiodła się z mężem, który ją bił - to wszystko jest tylko tłem dla cierpienia bohaterki, która medytuje jak przebaczyć sobie rozwód z mężem. Dla mnie to po prostu obraza ludzi, którzy mają w życiu prawdziwe problemy, a nie jojczą nad tym, że sobie złamali paznokieć!

Nic nie poradzę na to, że nie udało mi się polubić jego głównej bohaterki, choć Julia robi co może, żeby się nam spodobała. Jest za to fajny epizod z Violą Davis grającą przyjaciółkę Elizabeth, Richard Jenkins w roli wrednego Richarda z Teksasu, uwodzicielski Javier Bardem jako ukochany Elizabeth, a przede wszystkim czarujący Hadi Subiyanto jako duchowy guru - Ketut.

A może za bardzo ponosi mnie negatywne myślenie bo mam jakiś problem ze sobą? Może powinnam porzucić wszystko i wyjechać w siną dal w poszukiwaniu sensu życia? I tak naprawdę zazdroszczę Elizabeth jej śmiałej decyzji? Najlepiej myknę na rowerze parę kilometrów, poszukam sensu w najbliższym parku, a jutro z powrotem do roboty!

Anna Pniok (Radio Roxy)

SŁUCHAJ ROCK RADIA