Wywiad z Ladytron

O muzyce, trendach i życiu rozmawialiśmy z Ladytron. Rzućcie okiem co nam powiedzieli...

Bartosz Filipowicz: Mody przychodzą i odchodzą, trendy się zmieniają, a wy ciągle pozostajecie na topie, będąc często swoistą wyrocznią w elektronicznej muzyce…

Reuben Wu: Zawsze miło to słyszeć, ale myślę, że my egzystujemy tylko w małej cząstce elektronicznej muzyki. Fakt, że istniejemy od 12 lat na pewno coś znaczy, ale na pewno nie jesteśmy na topie muzyki elektronicznej jako całości…

Daniel Hunt: Muzyka elektroniczna jest tak rozległa i różnorodna, że sami nigdy nie pokusilibyśmy się o takie stwierdzenie.

RW: Bardzo za to cieszymy się z tego, że stworzyliśmy pewna niszę dla siebie i innych wykonawców w której czujemy się świetnie, ale to by było na tyle…

DH: Czasem spotykamy artystów, zespoły i producentów muzycznych którzy mówią, że jesteśmy dla nich wielką inspiracją. Słysząc to, nie wiem czego innego moglibyśmy chcieć jako zespół. Wielki komplement… Myślę, że ludzie liczą się z nami głównie dlatego, że od tych kilkunastu lat robimy to co chcemy a nie to, czego inni się po nas spodziewają. Na przykład nowa płyta jest następnym skokiem, zupełnie jak swego czasu nasza trzecia płyta. A gdy wykonujesz taki skok, to zawsze istnieje ryzyko, że skręcisz sobie kostkę. Ale robienie wciąż takich samych płyt byłoby bezsensowne i nudne.

BF: Mówiąc o inspiracjach - nadchodzący album Toxic Avenger przywodzi na myśl jedno skojarzenie - Ladytron! To zadziwiające jaką drogę pokonują niektórzy producenci… Co myślicie o tych wszystkich elektronicznych gatunkach jak trash, fidget, dubstep które powstały gdy wy egzystowaliście na tej scenie?

DH: Jeśli chodzi o trash to sami byliśmy zaangażowani w jego powstawanie, udzielaliśmy się w paru projektach. Jeśli chodzi o dubstep - w ogóle tego nie rozumiem… Mam przyjaciół którzy siedzą w tym bardzo mocno, produkują taką muzykę a przede wszystkim mają świetny gust muzyczny, a ja… ciągle tego nie łapię.

RW: Szczerze mówiąc nie interesujemy się aż tak diametralnie różną muzyką elektroniczna, jej źródło jest totalnie inne i niezrozumiałe dla nas…

BF: Dlaczego zawsze tak ostro sprzeciwiacie się nadawaniu muzyce Ladytron etykietek i nazw?

DH: To frustrujące gdy ludzie nie rozumiejąc naszego założenia starają się nas na siłę zaszufladkować… Byliśmy bardzo niechętni gdy nazywano naszą muzykę electroclashem, bo nie wierzyliśmy, że jest to w ogóle gatunek muzyczny - to nazwa festiwalu! Nie czuliśmy się po prostu częścią tej sceny. Najgorsze było to, że czuliśmy się, jakbyśmy tracili prawo do własnej, oryginalnej muzyki, na poczet dziennikarzy którzy potrzebują szuflady do której nas wepchną i łatwiej im będzie o nas pisać… Ale to się dzieje co kilka lat.

RW: A cała akcja z electroclashem i tak rozpętała się kilka lat po tym jak wydaliśmy te niby electroclashowe płyty…

DH: Dokładnie, byliśmy już po dwóch albumach. Niestety tak dużo o tym rozmawialiśmy i zapieraliśmy się, że stało się to pewnego rodzaju samospełniającą się przepowiednią. Teraz gdy w google wpiszesz "electroclash" najprawdopodobniej wyskoczy Ci Ladytron... Teraz uważam, że ta sytuacja była dość śmieszna, a cały ten czas był bardzo kolorowy i ciekawy. Większość muzyki pop zrobionej przez ostatnie 3, 4 lata ma jakieś naleciałości electroclashowe…

RW: A my jesteśmy częścią tego, co jednak ma swoje dobre strony.

BF: Niektóre dłużej egzystujące zespoły mają kawałki które są kamieniami u szyi. Wszyscy chcą usłyszeć je na koncercie ale sam zespół ma dość grania w kółko tego samego. Macie w swoim repertuarze takie numery?

DH: Tak, ale odbieramy to bardzo pozytywnie! Nie wypieramy się żadnych naszych kawałków, nie uciekamy od grania na przykład Seventeen. Wczoraj w Szwecji tłum krzyczał Seventeen odkąd wyszliśmy na scenę i nie przeszkadzało nam to jakoś bardzo. Te kawałki są po prostu bardzo popularne i dopóki totalnie nie zmieni ci się gust albo nie zrobisz czegoś tylko dla żartu nie widzę podstaw, żebyś przestał to grać! Seventeen jest do tego najprostszą piosenką jaką nagraliśmy, i taka była jej intencja, więc nic dziwnego, że jest taka popularna. Ale chyba najbardziej oczekiwanym kawałkiem na koncertach jest Destroy Everything You Touch, i na pewno nie ma nic wspólnego z kamieniem u szyi. Kocham go grać...

RW: Nie mam z tym tak dużego problemu dlatego, że mamy wielu fanów którzy są wkręceni we wszystkie single i bardzo dobrze znają nasze płyty, nie czekają tylko na największe hity. Na przykład jest koleś co przychodzi prawie na każdy nasz koncert i za każdym razem krzyczy "Cease2xist", co jest nazwą piosenki którą zrobiliśmy lata temu i zagraliśmy tylko kilka razy…

DH:… na pewno ani razu od 10 lat. Ale zawsze jak to słyszymy wiemy, że oddani fani są na naszych występach.

BF: Zauważyliście moment w którym z nowego, początkującego zespołu staliście się maszyną z którą każdy powinien się liczyć?

DH: Mówiąc szczerze dopiero niedawno zauważyłem, że nie jesteśmy nowym zespołem. Jakoś po wydaniu trzeciego albumu zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że jesteśmy już tymi doświadczonymi… Ale nasza perspektywa nie zmieniła się za mocno gdy to dostrzegliśmy. Na pewno wszyscy inaczej nas postrzegają - my sami nie za bardzo. Zespoły które egzystują dwa razy dłużej od nas ciągle przed wejściem do studia mają te przeczucie, że dużo muszą się jeszcze nauczyć, a co dopiero my. I myślę, że takie uczucie nigdy nie odchodzi… Sami wchodząc do studio czasem nie mamy pojęcia jak będzie wyglądać płyta gdy ją skończymy. Mamy przygotowane już pewne pomysły, ale tylko do pewnego stopnia i dopiero gdy zadecydujemy jakie piosenki znajdą się na albumie wiemy jak będzie w przybliżeniu wyglądał cały album. Kawałki które robimy na początku wpływają na te które robimy później, następnie wracamy do tych pierwszych, bo te późniejsze też w jakimś stopniu na nie wpływają. Wszystko jest ciągłą nauką…

RW: Ale z płyty na płytę jest nam coraz łatwiej.

BF: Dzięki wielkie za ten wywiad!

SŁUCHAJ ROCK RADIA