John Lydon: "Kocham życie i cieszę się każdą jego sekundą".

Redakcja
01.03.2016 12:16
John Lydon o sporcie, polityce i muzyce w Rock Radiu!

John Lydon o sporcie, polityce i muzyce w Rock Radiu! (Fot. Materiały prasowe)

Wywiad z wokalistą Sex Pistols i PIL.

Niepokorny ojciec punka!

John Lydon (aka Johnny Rotten) mimo 60 lat na karku nadal jest w świetnej formie! W zeszłym roku razem z kolegami z Public Image Ltd wydał nowy album "What the World Needs Now...". Część materiału na pewno usłyszymy podczas koncertu 18 maja w Warszawie.


 

Mariusz Stelmaszczyk: Oglądałeś ostatni mecz Ligi Mistrzów Arsenalu z Barceloną?

 

John Lydon: Daj spokój! Tak, widziałem! To było hmm fascynujące!

 

MS: Nie grali tak źle. Ja jestem fanem Manchesteru United, a tam dzieje się znacznie gorzej.

 

JL: Sam widzisz, jesteś wiernym kibicem bez względu na wyniki nawet jeśli jest to rywal mojej drużyny (śmiech). Nie jest to jednak powód do tego by tłuc się po gębach i wzajemnie zabijać. Niestety takie rzeczy się na świecie dzieją. Piłka nożna to cudowna rozrywka dla nas wszystkich. Cieszmy się tym wspólnie. Przyznam, że kiedy oglądam mecze Arsenalu często wpadam w szał (śmiech). Pojawiają się emocje. Kocham ten sport!

 

MS: Z Ciebie też wierny kibic. Teraz mieszkasz w Los Angeles, ale preferujesz oglądanie spotkań przed telewizorem czy bezpośrednio na stadionie?

 

JL: Najbardziej preferuje i marze o tym by Leo Messi dołączył do Arsenalu! Wtedy będę mniej nerwowy (śmiech).

 

MS: Rozmarzyłeś się. Trener Arsenalu wolał jednak w ostatnich latach sprawdzać bramkarzy rodem z Polski.

 

JL: Tak, to prawda. Mieliśmy Wojtka Szczęsnego i Łukasza Fabiańskiego. Nie wiem czemu ich się pozbyliśmy. Nie bronili źle, ale może zdaniem trenera nie przykładali się w 100% do swoich obowiązków. Podobnie jest w mojej branży. Sam od siebie wymagam pełnego zaangażowania w to co robię. Gdybym zaczął odpuszczać to poważnie bym się zastanowił nad zakończeniem kariery.

 

MS: Kiedyś świetny Francuzki piłkarz Eric Cantona powiedział: "Możesz zmienić żonę, poglądy polityczne, nawet religię. Ale nigdy, ale to nigdy nie możesz zmienić swojej ukochanej drużyny" Wyznajesz coś podobnego?

 

JL: Widzisz to zależy od tego kim jesteś . Arsenal Londyn to cząstka mnie, zjawisko społeczno- kulturowe, w którym się wychowałem od małego brzdąca. Mimo,że nie mieszkam w Londynie to cały czas solidaryzuje się z nimi.

 

MS: Czy podobnie solidaryzujesz się z kadrą narodową? Będziesz śledził Anglików podczas Euro 2016?

 

JL: Szczerze? Mam to gdzieś. Nie interesuje mnie reprezentacja, nie czuje do niej żadnego przywiązania.

 

MS: Pogadajmy o muzyce. Czy to prawda, że album "Flowers of Romance" (Public Image Ltd) nawiązuje do czasów kiedy przebywałeś w więżeniu m.in. w Irlandii?

 

JL: Tak to prawda, było tam paskudnie! Naprawdę ciężkie warunki do wytrzymania. Byłem w okresie przejściowym między Sex Pistols a Public Image Ltd. Wszyscy więźniowie wiedzieli kim jestem. Czułem się z tym bardzo źle. Po tym doświadczeniu wróciłem jednak silniejszy! Nagrałem album, który można uznać za solowy materiał. Nikt inny w zespole nie mógł się z nim utożsamić. Uwielbiam ten krążek, z reszta jak wszystko co stworzyłem! Byłbym niesprawiedliwy wobec siebie gdybym zachował skromność (śmiech). Doskonale wiem jak wiele z siebie dawałem podczas kariery.

 

MS: Chyba zbrodnią jest pytanie o najważniejszy dla Ciebie materiał...

 

JL: Nie, nie, nie. Powiem Ci prawdę, że najbardziej przywiązuje się do materiału, który jest świeży, ponieważ nie zdążył wyparować z mojej głowy. Poza tym pojawia się ten dreszczyk emocji. Jak nowe piosenki sprawdzą się na żywo? Czy publiczność to kupi? To staje się pewnego rodzaju wyzwaniem.

 

MS: A twoim ostatnim dziełem jest "What the World Needs Now..." ( To, czego świat teraz potrzebuje).

 

JL: Myślę, że tytuł piosenki mówi wszystko -  to jest to, czego świat teraz potrzebuje.

 

MS: Dobrze powiedziane, ale na tym krążku są jednak rzeczy, które szczególnie zapadły mi w pamięć. "Bettie Page" i "C'est la Vie". Ten drugi numer ma w sobie coś z psychodelii i jak dla mnie pasuje np. jako ścieżka dźwiękowa do nowego filmu Davida Lyncha czy Jima Jarmuscha!

 

JL: A to mnie rozbawiłeś! Nigdy nie przyszłoby mi takie porównanie do głowy! Ale przyjmuje to jako wielki komplement od Ciebie! Zgadzam się co do tego, że oba kawałki budują atmosferę. Różnią się od tego co tworzyłem do tej pory. Stale jednak poszerzam swoje horyzonty. Jestem bardzo zadowolony z efektu końcowego.

 

MS: W takim razie liczę, że usłyszę te numery 18 maja na koncercie w Warszawie!

 

JL: Zobaczymy! Na pewno mogę Ci obiecać, że zagramy "Bettie Page". Ten numer świetnie wypada na żywo. Tekst też jest ciekawy odnosi się do "Bettie Page" czyli najsłynniejszej amerykańskiej modelki pin-up, ale słuchając jej każdy znajdzie coś dla siebie. Jestem pewny.

 

MS: Kiedy byleś "małym Johnem" to miałeś jakiś utwór, na którego punkcie zwariowałeś bądź chciałeś nauczyć się go grać/śpiewać?

 

JL: Moi rodzice mieli bzika na punkcie muzyki oraz sporą kolekcje płyt. Muzyka towarzyszyła mi cały czas. U nas w domu ciągle coś leciało. Dzięki temu poznałem artystów reprezentujących rożne gatunki. Nie tylko tradycyjną irlandzką muzykę, ale także sporo popu... naprawdę tego była cala masa. Rodzice sprawili, że przeżyłem jedną wielką podroż, dlatego kocham wszystkich ludzi tworzących muzykę. Jeśli jednak mam się do czegoś przyczepić to nie jestem wstanie znieść tradycyjnego nowoorleańskiego jazzu! Moja głowa nie potrafi przez to przebrnąć. Przytłacza mnie i staje się zdezorientowany.

 

MS: A hip-hop? Miałeś z nim styczność.

 

JL: Hip hop jest w porządku, byłem przy jego narodzeniu tworząc materiały z Afrika Bambaataa. Bardzo fajnie, że mi to przypomniałeś. To niezwykle ciekawy gatunek muzyki, a ja patrzyłem jak się wówczas rozwijał. Pojawił się wtedy także sampling. Wiele numerów Public Image Ltd wykorzystano w tzw.  podziemiu i to było okej, ale smuci mnie, że obecna muzyka czerpie z historii i nie tworzy niczego rewolucyjnego. Ludzie są chyba zbyt leniwi.

 

MS: A twój ulubiony zespól Green Day jest leniwy? (ironia)

 

JL: Ich przełknę pod warunkiem, że nie będą mówić o sobie ''jesteśmy punkami'' (śmiech). Oni reprezentują zupełnie inne współczesne wartości.

 

MS: Zgadzam się, dlatego sam się uśmiałem, kiedy przeczytałem, że Avril Lavigne jest spadkobierczynią punk rocka.

 

JL: Co za pieprzenie! Sam widzisz, to tak wygląda. Ja z kolei słyszałem, że Marlin Manson jest największym anarchista. To jeden wielki nonsens! Wiem co mówię, ponieważ sam coś stworzyłem  wiele lat temu i mam prawo do bronienia tego co moje! A Ci ludzie się pojawili, przywłaszczyli sobie pewne wartości i wciskają ludziom kit, że reprezentują dany gatunek. Brzydzę się tym, ale wracając jeszcze do grupy Green Day, patrząc na sytuację polityczną w USA to jedno im na pewno wyszło, czyli tytuł płyty "American Idiot"(śmiech).

 

MS: W takim razie zostańmy przy popkulturze. Kilka lat temu brytyjski dziennikarz Jon Savage napisał "Historia punk rocka. England's dreaming" Czy według Ciebie to dobre źródło wiedzy?

 

JL: Na rynku jest mnóstwo książek dotyczących narodzin muzyki punkowej. Wiele z nich bardzo ciekawych, przystępnych dla mas. Lecz jeśli chcesz znać prawdę, sięgnij i przeczytaj moje wydawnictwa. Dziennikarze jak Jon Savage lubią wszystko szufladkować. To są tylko obserwatorzy. Ja to środowisko znam od podszewki.

 

MS: Dlatego napisałeś m.in. autobiografię  "Gniew jest energią. Moje życie bez cenzury" gdzie  pojawia się też mnóstwo Twojej ulubionej ironii...

 

JL: I poczucia humoru! Amerykanie mają go znacznie więcej popierając Donalda Trumpa!

 

MS: Mieszkając w Los Angeles masz doskonalą okazje przyglądania się temu co dzieje się w Stanach. Wolisz system polityczny za oceanem niż ten w Wielkiej Brytanii? Tam nie masz rodziny królewskiej.

 

JL: Nie ważne w jakim kraju mieszkasz, nie wolno ufać politykom. Jak trzeba być zdesperowanym człowiekiem myśląc,że Donald Trump poprawi byt przeciętnego Amerykanina? Ten facet to wyrachowany biznesmen z kupą kasy na koncie. Od wielu lat mieszkam w Los Angeles i to co robi Donald Trump jest niedopuszczalne. Gość dzieli ludzi i stawia między nimi mury. Pamiętam jednego z najbardziej wyrazistych przedstawicieli partii Republikańskiej Ronalda Reagana. On mówił: ''Zburz pan ten mur, panie Gorbaczow''. A co do rodziny królewskiej w Anglii. Zawsze będę powtarzać, że to owszem to marnowanie kasy. Wydajemy na nich ogromne pieniądze by żyli w luksusie. Nie podoba mi się to.

 

MS: A mnie nie do końca podoba się to, że politycy monitorują co robię w Internecie.

 

JL: Ja nie mam problemu z tym by rząd zaglądał i patrzył na to co robię w sieci. Nie prowadzę drugiego życia, nie mam żadnych sekretów. Jeśli chcemy jakoś przetrwać we współczesnym świecie transparentność wydaję się wręcz wskazana. Większość inteligentnych osób nie potrzebuje ukrywania prywatności w sieci. Powiem więcej, to my sobie często nie życzymy by pewnie sprawy rozwijały się na swój niekontrolowany sposób. Mam tu na myśli działalność terrorystyczną. Każdy musi mieć szacunek do swojej prywatności. Jaki idiota wrzuca swoje prywatne dane czy zdjęcia do sieci? Jeśli tajne służby zechcą sprawdzić mój telefon to nic tam ciekawego nie znajdą. Jeśli mam być szczery, podglądani jesteśmy cały czas! Wystarczy, że zalogujesz się np. na swoim nowym komputerze z logiem jabłuszka. Czemu wielkie korporacje mają mieć monopol na nasza prywatność? Zdaje sobie sprawę, że na samo hasło ''inwigilacja'' ludzie reagują nerwowo. Mamy jednak takie czasy, które zmuszają nas do podjęcia takich kroków.

 

MS: W tym roku skończę 27 lat, wielu znajomych ze mnie żartuje, że zbliżam się do "Klubu 27" i często pytają mnie "Czy wszystko w porządku?"(śmiech) Tobie stuknęła 60 -tka. Czy ma to dla Ciebie jakieś większe znaczenie?

 

JL: Ja z kolei pamiętam jak kończyłem 21 lat. Płakałem! Uważałem, że moje młodzieńcze życie dobiegło końca i dalsze jego kontynuowanie nie ma większego sensu. Jednak 10 minut później byłem już niesamowicie szczęśliwy, bo doszło do mnie, że gadam totalne głupoty (śmiech). Spoglądanie na wiek tylko nas ogranicza. Im dłużej żyje więcej się uczę i poznaje nowych rzeczy. Należę do osób, które walczą i nie poddają się do samego końca. Wtedy dopiero odpocznę. Kocham życie i ciesze się każdą jego sekundą.

 

MS: Zakładam, że nie raz miałeś okazję spotkać się z basistą Joy Division, Peterem Hookiem...

 

JL: Tak! Znam go bardzo dobrze, stary dobry" Hooky"!

 

MS: Kiedyś rozmawiając z nim wspominał koncert Sex Pistols z 1976 roku kiedy graliście w Manchesterze. Powiedział mi wtedy ''To był jeden z najbardziej ekscytujących koncertów jakie widziałem w moim życiu'', A jak wiemy potem właśnie powstało Joy Division.

 

JL: I ma racje!(śmiech). To naprawdę bardzo ważny występ. Wielka Brytania była wówczas bardzo przerażającym miejscem, a podróżowanie z miasta do miasta nie należało do przyjemnych. Każdego przybywającego z zewnątrz traktowano jak obrzutka. To był nonsens ludzie nie przepadali za sobą, bo ktoś mieszał w Londynie, a inny w Manchesterze. My jako Sex Pistols oraz cała punkowa subkultura łamaliśmy te bariery. Potrafiliśmy zjednoczyć ludzi. Jak można patrzyć na drugiego człowieka z pogardą jeśli nie jest twoim wrogiem? Przecież on może stać się przyjacielem! Politycy starają się utrzymywać takie podziały. Nie słuchajcie ich!

 

MS: Pomówmy o kraju, z którego pochodzę. Kiedy rzucę hasło ''Polska'' co wtedy myślisz?

 

JL: Wtedy rodzi mi się w głowie pomysł, że to fantastyczne miejsce do występowania i grania. Publiczność w Polsce jest bardzo kumata, energiczna i lojalna. Może to z powodu historii. Wydaje mi się,że rozumiecie o co w muzyce punkowej tak naprawdę chodzi. Jesteście bardzo otwarci w przeciwieństwie do Francuzów, którzy są snobami (śmiech).

 

MS: Ciekawe. A miałeś okazję poznać/posłuchać czegoś rodem z polskiej sceny punkowej?

 

JL: Szczerze mówiąc, nie wymienię Ci żadnego z polskich zespołów. Zawsze podczas występów ludzie wręczają mi swoje płyty. Mam ich bardzo dużo, ale byłbym nie w porządku słuchając ich wybiorczo. Polski punk znam od strony historycznej i politycznej. Ta cala walka z komunizmem. To było prawdziwe. Jasny przekaz i sprzeciw. Szanuje Polskę za to. Wasze kapele nie grały numerów ku pokrzepieniu serc jak w innych krajach. Tu była agresja i wiara w wolność. Sam dobrze wiesz jak to wyglądało. Chwała za upadek muru berlińskiego, bo wirus komunizmu mógł się rozprzestrzeniać dalej. A jak wcześniej wspominałem, obecnie mur buduje się w Stanach Zjednoczonych za sprawą Donalda Trumpa.

 

MS: Myślę, że w Polsce też mamy swojego Donalda Trumpa.

 

JL: To czyli wiesz z czego się tak śmieje! On jest gorszy niż Ci pseudokibice. No dobra, żartuję sobie! Poradziliście sobie z nimi świetnie.

 

MS: Tak m.in. dzięki organizacji Euro 2012...

 

JL: I wygranej ostatnio w eliminacjach z Niemcami! Przyznaj cieszyliście się? Choć największy ubaw pewnie macie kiedy gracie z Rosją.

 

MS: ... albo Anglikami, ale nadal mamy kompleks braku zespołu w piłkarskiej Lidze Mistrzów.

 

JL: Myślę,że dziś mielibyście szanse nawet z moim przeciętnym Arsenalem (śmiech). I tak ich kocham!

 

MS: Ciągnie nas do tej piłki, ale wróćmy do muzyki. Z Public Image Ltd wystąpisz 18 maja w Warszawie. Co byś chciał powiedzieć polskim fanom?

 

JL: To proste, wpadnijcie i bawcie się z nami.

 

MS: Zdajesz sobie sprawę jak często eksperymentowałeś z włosami i ile miałeś fryzur?Mógłbyś śmiało konkurować z Davidem Beckhamem (śmiech).

 

JL: Moje moje włosy nie miały ze mną zbyt lekko. Cud, że jeszcze je mam! Chyba nikt inny na świecie tyle razy ich nie wyrywał i farbował. Moja głowa  musi być jedną wielką Tablicą Mendelejewa (śmiech). Musze powiedzieć, że włosów nigdy nie brałem na poważnie.  Śmieszne jest tylko to, że faceci dbają i eksperymentują z fryzurami by zwiększyć swoją atrakcyjność, a tak naprawdę działa to w drugą stronę i tylko odpycha od kobiet (śmiech). Natomiast zabawa własnym wizerunkiem zawsze była przejawem buntu i chęci wyróżnienia się. Nigdy nie chciałem być taki sam jak inni. Z reszta ją zawsze szedłem pod prąd!

 

MS: A dziś da się iść pod prąd? Mówiliśmy sporo o punku, który w muzyce był ruchem bardzo wyraźnym. Ostatnim zrywem i przejawem pewnej wspólnoty był chyba grunge w latach 90-tych. Zgadzasz się?

 

JL: To chyba lekkie nadużycie, ale ta muzyka miała coś w sobie. Staram się jednak nie kategoryzować muzyki. W każdym gatunku znajdziesz świetne i beznadziejne kapele. Jeśli mówimy o grunge'u to  nie będę oryginalny, lubię włączyć sobie czasem Nirvanę. Zawsze zazdrościłem Cobainowi ''Smells Like Teen Spirit''. Ten numer jest kapitalny! Zdecydowanie należy do mojej prywatnej listy ulubionych kawałków do których często wracam. Pracujesz w radiu puszczaj ten numer jak często się da (śmiech).

 

MS: Obiecuje! Dziękuje Ci za rozmowę. Czekam na koncert w Warszawie!

 

JL: Zapraszam! Swoją drogą to jest niesamowite, że kiedy uwolniłem się z macek wytworni czuje się wolny. Teraz to ja decyduję! Znów mogę robić to, w czym jestem najlepszy i na własną rękę. W takim razie w drogę! Nie zważając na korporacje, moich wrogów czy polityków przyjedziemy do Warszawy i narobimy tam trochę dymu (śmiech).

 

MS: Trzymam za słowo! Na sam koniec jeszcze raz spóźnione życzenia urodzinowe.

 

JL: Już tak mi nie wypominaj tej 60-tki (śmiech). Dziękuję, Udanego świętowania z powodu dołączenia do Klubu 27 (śmiech).

 

Więcej o:

SŁUCHAJ ROCK RADIA