Koniec rocka według Flea?

Basista Red Hot Chili Peppers twierdzi, że to koniec muzyki rockowej. Ma rację?

W wywiadzie dla radia SiriusXM prowadzonym przez Mike'a McCready'ego jednym z tematów poruszonych w rozmowie była obecna kondycja muzyki rockowej. Co mówi Flea?


"Pamiętam, jak byłem podekscytowany, gdy graliśmy z Pearl Jam i Smashing Pumpkins. To był ekscytujący czas dla rocka. Ostatnio często przyglądam się muzyce rockowej - wygląda, jakby umarła, pod wieloma aspektami (...). Jeśli dziś jesteś dzieciakiem, który gra w rockowym zespole, jest inaczej. Gdy my byliśmy dzieciakami, gdy mówiłem, że chcę grać rocka, że to jest to, co chcę robić w życiu, ludzie odpowiadali: Pieprzony sen, jesteś szalony. Nigdy nie będziesz miał porządnej pracy. Co ty robisz? Rujnujesz sobie życie. Nie dbałem o to, to chciałem robić, to znaczyło dla mnie wszystko, znalazłem swoje miejsce. Byłem neurotycznym dziwakiem, samotnikiem, punk rock dał mi dom. Lecz dzisiaj, gdy decydujesz się na granie w rockowym zespole, mówią: Och, wspaniale. Skonsultujmy twój wizerunek, weźmy prawnika i menedżera, zobaczymy, co z tym możemy zrobić. To wspaniała szansa na zarobienie mnóstwa kasy, dzieciaku".


Czy aby na pewno to koniec rocka? Zgadzacie się z Flea?


Mimo takich deklaracji ze strony basisty, nadal robi on swoje. Red Hot Chilli Peppers przygotowują się do wydania swojej jedenastej studyjnej płyty zatytułowanej "The Getaway". Album zadebiutuje 17 czerwca bieżącego roku, a promuje go utwór "Dark Necessities".


SŁUCHAJ ROCK RADIA