[KLASYCZNA 10] - Mirosław Zbrojewicz

Klasyczna 10 to wybrane przez naszych gości 10 najlepszych klasyków rocka! Sprawdź jakie utwory wybrał Mirosław Zbrojewicz

10. The Beatles - When My Gituar Gently Weeps

Pierwsza propozycja. Lista którą dostałem była ułożona alfabetycznie i pierwszą pozycją byli Beatles'i i oni muszą być. Kawałek, który bardzo lubię, When my guitar gently weeps. Jak przyjrzałem się tej liście to zobaczyłem, że otwiera ją taki lekko łkający kawałek i również ją zamyka, Sound of silence. Chciałem powiedzieć, że to oddaje mój nastrój kiedy dobieram się do muzyki. Jest on wtedy taki melancholijny.

9. Blacksabath - Paranoid

Kolejna pozycja jest z takiej mojej "świętej trójcy". Jest w niej Black Sabath, Deep Purple i Led Zappelin. Oni zawsze występowali u mnie razem. Słuchałem ich na przemian, nie wiem na jakiej zasadzie raz wolałem tych, raz tamtych. Wydaje mi się, że wszystkie moje wybory dzisiejsze dotyczą lat 60-tych i chyba nie wychodziłem poza te ramy z prostej przyczyny. W pewnym momencie poszedłem w Jazz. Oczywiście słuchałem i słucham ich nadal. Kupuję płyty często przez sentyment i słucham. Potem zdałem sobie sprawę, że przecież w tej muzyce Jazzowej do której sięgam dość często jest dużo elementów ciężkiego brzmienia. Przyciągnęło mnie to chyba z powodu mojego rockowego wychowania. Ze "świętej trójcy" Black Sabath - Paranoid.

8. Deep Purple - When The Blind Man Cries

Idziemy dalej "świętą trójcą" - Deep Purple. W związku z tym co powiedziałem będzie melancholijnie czyli "When the Blind Man Cries". Kiedy wybierałem tą listę zdałem sobie sprawę, że to wszystko się działo kiedy w ogóle nie mieliśmy dostępu do muzyki, albo był on bardzo ograniczony. Wtedy była może 1 stacja radiowa, której wszyscy słuchali. Do dziś słuchamy, że kiedyś był jakiś koncert The Rolling Stones, w latach 60-tych i nic więcej, bo trochę to tak wyglądało. Dlatego nasze wybory muzyczne nie wynikały wyłącznie z naszych potrzeb, oczekiwań tego co naprawdę lubimy w muzyce tylko bardzo często z tego co nam po prostu serwowano.

7. Led Zeppelin - Wholla Lota Love

Lecąc "świętą trójcą" dalej zostaje nam Led Zappelin. Jest cały album który chciałbym państwu przedstawić ale wybrałem Wholla Lota Love. Jest w tym utworze taki piękny kawałek na perkusję, kiedy wchodzi Bonham i cichutko, cieniutko zaczyna pogrywać. To był czas kiedy próbowałem negować w muzyce melodie. Myślałem, że to nie musi polegać tylko na tym że jest melodia i już. Jak zresztą bardzo wielu moich kolegów "rzucaliśmy się" na solówki perkusyjne. Najsłynniejsza chyba była Iron Butterfly, której słuchałem do zdarcia. To był chyba singiel, który nie wiem na jakiej zasadzie posiadłem ale pamiętam, że na początku płyta była ładna a później przez tą perkusję całkiem zdarta.

6. Janis Joplin - Summetime

Tak jak wcześniej była "święta trójca" tak teraz mamy "świętą dwójce" czyli Janis Joplin i Jimi Hendrix. Na początek damy Janis Joplin i to będzie Summertime. Jest to tak niezwykłe wykonanie, nie umiem nic więcej powiedzieć. Zawsze płaczę.

5. Jimi Hendrix - Hej Joe

Jimi Hendrix - Hey Joe. Większość wykonawców, tych których wybrałem, tych o których myślałem w jakiś sposób przewinęła się przez Woodstock. Jest jedna taka rzecz związana z Hendrixem a pro po Woodstocku. Festiwal trwał 4 dni, a Jimi Hendrix wystąpił ostatniego dnia o 9 rano. To było niezwykłe. Wydawało się, że będzie on gwiazdą wieczoru. To oczywiście było clue ale rano i to ostatniego dnia tego wszystkiego co się tam zdarzyło.

4. Pink Floyd - Hej You

Miałem kiedyś taki okres fascynacji tym zespołem, a zaczęło się to od tego, że przehandlowałem jeżeli dobrze pamiętam płytę węgierską z dziewczyną o perłowych włosach, czyli Omegę. Rodzice mi ją przywieźli z Jugosławii i udało mi się ją wymienić na Pink Floyd'ów. W związku z tym teraz będzie Pink Floyd - Hey You z płyty The Wall. Wtrącę tylko, że widziałem kiedyś film w Berlinie i było to zupełnie niesamowite ponieważ zbudowano specjalny ekran, żeby można było ten film wyświetlać. Był to raczej taki rodzaj eventowej Projekcji. Oprócz tego, że ten ekran był gigantyczny to jeszcze gdy usłyszałem to brzmienie w czasie projekcji to mi kapcie spadły. W tamtych czasach technologicznie to była wyprawa w kosmos.

3. Carlos Santana - Black Magic Woman

Jestem Warszawiakiem z dziada pradziada. Wychowywałem się na warszawskim podwórku. Kiedy dorastałem to był czas kiedy trzeba było się zadeklarować czy się było "Gitowcem" czy "Hipisem". Wybrałem "hipisowanie". Polegało to rzecz jasna na tym, że próbowałem zapuścić włosy. To mi się udało ale nie od razu bo mi mama nie pozwalała. Potem te ubrania. a spróbuj się ubrać w czasie PRLu w takie ciuszki. Obowiązkowo zakładałem na rzemyku na drewienku polakierowane zdjęcie Jima Hendrixa a na odwrocie gwoździem wypalona pacyfka. Muzycznie ubarwi nam to Carlos Santana - Black Magic Woman. Płyta Abraxas przepięknie wydana i genialnie nagrana.

2. Queen - Under Preasure

Teraz coś czego nie możemy pominąć czyli Queen. Nie ma zmiłuj, to są koncerty show, to są widowiska. Przede wszystkim wokalista z dużymi zębami, który mnie teatralnie bardzo urzekł. Wybrałem kawałek, cwanie dosyć bo z Davidem Bowie czyli Under Preasure. Bardzo cenie i to jest to fantastyczne, że można było tych dwóch panów usłyszeć na raz.

1. Simon and Garfunkel - Sound of Silence

Jak wspomniałem wcześniej naszą listę zamyka Simon i Garfunkel z utworem Sound of Silence. Przyznam się ze jest to taka muzyka której słucham od zawsze. Lata całe a będzie ich ze 40. Myślę że pierwszy raz usłyszałem ich w filmie "Absolwent". Później się już z nimi związałem. Dla mnie nagrali oni jedną płytę - Gratest Hits i tam jest wszystko czego potrzebuje. Ostatnio zaskoczyło mnie wykonanie które mi syn pokazał, wykonanie Disturbed. Najgorsze jest to, że zrobili coś co ja sam chciałem zrobić. Oczywiście nie zrobił bym tego tak jak oni ale rzeczywiście kiedyś pomyślałem, że można by to w ten sposób wykonać i wydawało mi się, że ja bym się do tego nadawał, gdybym oczywiście umiał śpiewać.