Asekol Everest Expedition: Wyzwanie, Edukacja, Determinacja [MATERIAŁ PROMOCYJNY]

REKLAMA
Asekol Everest Expedition to niezwykłe przedsięwzięcie, które łączy w sobie ekstremalne wyzwanie, edukację ekologiczną oraz wytrwałość w dążeniu do celu. Jest to nie tylko wyprawa w Himalaje, lecz także symboliczny gest zaangażowania w ochronę środowiska i promocję zrównoważonego rozwoju.
REKLAMA

Centralną postacią tej wyprawy jest Mateusz Waligóra, specjalista od wyczynowych wypraw w najbardziej odludne miejsca planety, który podejmuje się próby zdobycia najwyższego szczytu świata - Mount Everest. Jego determinacja, doświadczenie i niezłomna wola stanowią inspirację zarówno dla członków zespołu, jak i dla wszystkich zainteresowanych ekspedycjami wysokogórskimi.

REKLAMA

Celem wyprawy Mateusza Waligóry jest dotarcie na Mount Everest z poziomu morza z wykorzystaniem jedynie siły własnych mięśni, bez emisji zbędnych zanieczyszczeń, w myśl zasady „leave no trace". Jeśli wyprawa się powiedzie, będzie pierwszym Polakiem, który osiągnie Mount Everest w taki sposób. Wyprawa odbywa się w formie himalajskiego triathlonu, na który składają się etap rowerowy prowadzący przez północny wschód Indii do Nepalu, etap pieszy, czyli trekking do bazy pod Everestem i rozpoczęty właśnie etap trzeci – wspinaczka na najwyższy szczyt Ziemi. Obecny przebieg wyprawy można śledzić na Instagramie @asekoleverestexpedition.

25 kwietnia zakończył się drugi etap wyprawy Mateusza Waligóry Asekol Everest Expedition, która zakłada dotarcie na najwyższy szczyt Ziemi z poziomu morza. Etap trekkingowy trwający od 4 kwietnia upływał pod znakiem dalszego zdobywania wysokości od leżącego na 3850 m n.p.m. Tengboche po bazę pod Everestem ulokowaną na ok. 5250 m n.p.m. Od 13 kwietnia do 25 kwietnia wyprawa przebiegała w najszerszym pięcioosobowym składzie, bo w trekkingu od Lukli aż po Everest Base Camp brali udział także Iza Pakuła – Kierownik Zakładu Przetwarzania Enviropol PL, Mirek Baściuk – Dyrektor Zarządzający Asekol PL, Bartek Dobroch i Marcin Kin. Droga uczestników także za Tengboche pokrywała się z klasycznym szlakiem, który prowadzi pod Everest trekkersów oraz uczestników wypraw na ośmiotysięczniki lub niższe szczyty w ich otoczeniu. W tym sezonie prym wśród tych pierwszych stanowią Hindusi. Wśród członków wypraw na Dach Świata od strony nepalskiej coraz większą grupę stanowią natomiast Chińczycy.

Asekol Everest ExpeditionAsekol Everest Expedition Fot. Marcin Kin / Bartek Dobroch

Uczestnicy wyprawy uzyskali podwójne błogosławieństwo od lamów w klasztorach buddyjskich w Tengboche oraz w Pangboche, w którym mogli zobaczyć także przechowywany tam skalp oraz rękę yeti. Błogosławieństwo na razie przyniosło dobre skutki. We wtorek 23 kwietnia cała grupa zameldowała na udostępnionym w tym sezonie dla wypraw trekkingowych i zaporęczowanym wierzchołku Lobuche East. Główny szczyt liczy wg różnych pomiarów 6119 lub 6090 m n.p.m. i dzieli go od osiągającego nieco poniżej 6000 m przedwierzchołka kawałek trudnej grani. W tym roku warunki sprawiają, że nawet aklimatyzacyjny cel, jakim dla Waligóry był Lobuche East nie był łatwą wysokogórską wycieczką. Na sześciotysięcznym szczycie było mało śniegu, za to dużo odcinków wymagających wspinaczki w skale lub wytopionych stopniach czapy lodowca pokrywającej szczytowe partie góry. Trudności stanowiącemu klasyczny cel aklimatyzacyjny szczytowi dodaje w tym roku panujący na nim ruch, co pośrednio spowodowane jest też trudnościami w udrożnieniu drogi przez Khumbu IceFall, a tym samym opóźnieniem startu wspinaczek na Everest i Lhotse, które właśnie się rozpoczęły. Wcześniejszym celem aklimatyzacyjnym był wznoszący się nad Dingboche Nangkartshang (5073 m).

REKLAMA

Asekol Everest ExpeditionAsekol Everest Expedition Fot. Marcin Kin / Bartek Dobroch

Zdobycie Lobuche East przez Izabelę Pakułę i Mirosława Baściuka doskonale oddaje ducha firmy Asekol, gdzie nie ma miejsca na rzeczy niemożliwe, a wytrwałość i ambicja prowadzą do sukcesu.

Asekol Everest ExpeditionAsekol Everest Expedition Fot. Marcin Kin / Bartek Dobroch

Jak wygląda aktualny status wyprawy Mateusza Waligóry?

Aklimatyzacja zakończona! Zbliżają się decydujące momenty wyprawy.

REKLAMA

Tygodniowa przerwa w informacjach prasowych z wyprawy Asekol Everest Expedition miała szczególny powód. Po rozdzieleniu się z grupą trekkingową, która 24 kwietnia rozpoczęła zejście w kierunku lotniska w Lukli, by pięć dni później wrócić do kraju, w odwrotnym kierunku do bazy pod Everestem (EBC) udał się z Mateuszem jedynie Bartek Dobroch.

Wraz z towarzyszącym im Szerpą z agencji Imagine Nepal, Lhakpą Sonamem, wyszli 28 kwietnia w nocy na pierwszą i najpewniej jedyną rotację przed atakiem szczytowym Mateusza na Mount Everest. Zakładała ona dojście na noc do C1 (obozu I), a następnie co najmniej dwie noce w zlokalizowanym pod Zachodnim Ramieniem Everestu i początkiem jego południowo-zachodniej ściany obozie II oraz wyjście wyżej z zamiarem dotknięcia wysokości obozu III w drodze na szczyt (ponad 7000 m). Tylko ten ostatni plan się nie powiódł, wyjście zostało przerwane z powodu obrywu skalnego na wyjątkowo oblodzonej w tym sezonie ścianie Lhotse, przez którą prowadzi droga do C3.

Mateusz i Bartek dotarli na wysokości ok. 6660 – 6770 m n.p.m. Konieczność poprawienia aklimatyzacji przez Mateusza skłoniła uczestników wyprawy Asekol Everest Expedition do pozostania na trzecią noc na wysokości 6400 m. Decyzję przypieczętował wiejący przez dwie noce huraganowy wiatr, który targał i przewracał namioty w „dwójce", a nocującego w obozie III pakistańskiego himalaistę Sirbaza Khana, atakującego Everest bez dodatkowego tlenu, zmusił do całonocnej walki o utrzymanie namiotu. Emocjonującym wyzwaniem było dwukrotne przejście przez znajdujący się pomiędzy bazą a C1 Khumbu Ice Fall, labirynt seraków, odłamanych od nich brył lodowych i szczelin, przez który drogę co roku prowadzi wyspecjalizowana ekipa Szerpów zwana IceFall Doctors. Tegoroczna trasa, choć nie najbardziej wymagająca wspinaczkowo, poprowadzona została z konieczności dość niebezpiecznym terenem, zwłaszcza w górnej partii lodospadu przechodząc pod wiszącym nad nią olbrzymim serakiem przyklejonym do ściany Zachodniego Ramienia Everestu.

Asekol Everest ExpeditionAsekol Everest Expedition Fot. Marcin Kin / Bartek Dobroch

REKLAMA

Po powrocie z rotacji Mateusz zszedł 1000 m niżej do Dingboche na trzydniową regenerację przed atakiem szczytowym. Leczy kaszel, gromadzi siły, które będą szczególnie potrzebne w najbliższych tygodniach. Pierwsze wyjścia z zamiarem osiągnięcia szczytu ruszyły z początkiem tego tygodnia.

Celem wyprawy Mateusza Waligóry jest dotarcie na Mount Everest z poziomu morza z wykorzystaniem jedynie siły własnych mięśni, bez emisji zbędnych zanieczyszczeń, w myśl zasady „leave no trace". Jeśli wyprawa się powiedzie, będzie pierwszym Polakiem, który osiągnie Mount Everest w taki sposób. Wyprawa odbywa się w formie himalajskiego triathlonu, na który składają się etap rowerowy prowadzący przez północny wschód Indii do Nepalu, etap pieszy, czyli trekking do bazy pod Everestem i etap trzeci – wspinaczka na najwyższy szczyt Ziemi.

Asekol Everest Expedition to nie tylko ekstremalna przygoda w górach, lecz także okazja do promowania edukacji ekologicznej i budowania świadomości społecznej. Podczas odwiedzin w centrum edukacji Sagarmatha Next w Namche Bazaar, uczestnicy wyprawy przeprowadzili interesujące dyskusje na temat problemu odpadów na szlaku na Mt. Everest. Dzięki współpracy organizacji pozarządowych takich jak Saraf Foundation i Sagarmatha Pollution Control Committee (SPCC), podejmowany jest szereg działań mających na celu rozwiązanie problemu odpadów w regionie. Inicjatywa ta sięga roku 2011, kiedy grupa entuzjastów podjęła się sprzątania gór, zdejmując z Everestu aż 9 ton odpadów i transportując je do Kathmandu. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej problemu, gdyż liczby mówią same za siebie - 5000 mieszkańców, 40000 turystów rocznie i 40000 osób obsługujących ekspedycje oraz cała infrastruktura turystyczna generują ogromne ilości odpadów.

Asekol Everest ExpeditionAsekol Everest Expedition Fot. Marcin Kin / Bartek Dobroch

REKLAMA

Asekol Everest Expedition ma także głębszy wymiar edukacyjny, obejmujący trzy główne aspekty. Pierwszy z nich skupia się na edukacji dotyczącej prawidłowego postępowania z odpadami elektrycznymi i elektronicznymi oraz promuje inicjatywy takie jak #PiątkiZAsekol, organizowane przez Mateusza Waligórę na platformach mediów społecznościowych. Druga warstwa podkreśla wpływ turystyki masowej na środowisko i zachęca do podejmowania działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. Trzecia warstwa to sama wyprawa, która stanowi nie tylko wyzwanie fizyczne, lecz także metaforę determinacji i zaangażowania w osiąganie celów.

W kontekście problemu odpadów, Asekol Everest Expedition pokazuje, że każdy krok w kierunku ochrony środowiska ma znaczenie. Współpraca międzyorganizacyjna oraz zaangażowanie społeczności lokalnych to kluczowe elementy skutecznej walki z problemem odpadów, zarówno na szczytach gór, jak i w codziennym życiu.

Dla firmy Asekol, determinacja jest nieodłącznym elementem działania. Podobnie jak w górach, gdzie każdy krok w górę wymaga wytrwałości, tak samo w świecie biznesu i ochrony środowiska, aby osiągnąć sukces, potrzebna jest niezłomna wola do działania i zaangażowanie.

Asekol Everest Expedition to nie tylko ekspedycja w góry, lecz także manifestacja naszego zobowiązania do działania na rzecz lepszego, bardziej zrównoważonego świata.

REKLAMA

ASEKOL PL zajmuje się odzyskiem sprzętu elektrycznego i elektronicznego, baterii oraz opakowań – firma działa na polskim rynku od 2015 roku. W 2022 roku osiągnęli pozycję jednej z trzech największych organizacji odzysku sprzętu elektrycznego i elektronicznego w naszym kraju. Od początku działalności stawiają sobie ambitne cele i edukują w tematach związanych z recyklingiem i ochroną środowiska naturalnego.

„Segregacja odpadów jest bardzo ważna, bo ma bezpośrednie przełożenie na środowisko w którym żyjemy. Coraz więcej konsumujemy, szybko pozbywamy się sprzętów i zamieniamy je na nowe, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. A przecież wystarczą proste zmiany przyzwyczajeń – np. używanie własnej butelki na wodę, czy posiadanie przy sobie siatki na zakupy, aby unikać wytwarzania odpadów. Segregowanie śmieci też nie jest przecież trudne, wystarczy wygospodarować odpowiednie miejsce w domu, a potem wrzucić je do odpowiedniego pojemnika" – mówi Mirosław Baściuk i dodaje:

„Wciąż brakuje nam edukacji w tym zakresie, dlatego ASEKOL PL stara się trafić ze swoim przekazem do różnych grup społeczeństwa. Wiemy, że sprzęty takie jak telewizor czy pralka można odnieść do punktów zbierania, czy zostawić w sklepie, ale często nie zdajemy sobie sprawy, co zrobić z drobnymi sprzętami, np. z telefonem komórkowym, czy suszarką do włosów. A przecież tego typu odpadów nie możemy pod żadnym pozorem wyrzucić do zwykłego kosza na śmieci. Rozwiązaniem są nasze czerwone kontenery, które ustawiamy na ulicach miast. Segregacja śmieci w domu to też mniej odpadów na składowiskach odpadów i mniejsze zużycie surowców. Można postawić proste równanie – większa selektywna zbiórka papieru równa się mniej wyciętych drzew".

Gdyby grafika miała przedstawić realną wysokość rocznie wymienianych telewizorów ułożonych jeden na drugim, nie starczyłoby miejsca. Cyfry mówią same za siebie.

REKLAMA

Fot.Fot. Stala Group

REKLAMA

SŁUCHAJ ROCK RADIA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Copyright © Grupa Radiowa Agory