W 1984 roku David Lee Roth odszedł z Van Halen.

1 kwietnia. Dzisiaj przypada rocznica rockowej tragedii. Groteskowej tragedii.

W tym dniu w 1984 roku David Lee Roth opuścił hardrockowy zespół Van Halen, znany z takich ponadczasowych numerów jak "Panama", "Ain't Talkin Bout Love", "Jump", "Hot for Teacher". Roth współtworzył pierwotny i odnoszący najbardziej spektakularne sukcesy skład, szalejący na scenach glam lat 80.

Trzeba przyznać, że odszedł w najmniej odpowiednim momencie. Dlaczego? Van Halen w styczniu 1984 roku wypuścili na rynek album "1984", który podbijał listy przebojów (z tego krążka pochodzi ich szlagier "Jump"). Roth postanowił spróbować własnych sił w muzyce i rozpoczął karierę solową, czego owocem była EPka "Crazy from the Heat" wydana w 1985 roku. Płyta została umiarkowanie przyjęta przez fanów, mających do niego żal o opuszczenie statku Van Halen.

Stery wokalisty w zespole przejął Sammy Hagar, z którym nagrano kolejne 4 płyty. Hagar był właściwym wyborem na zastępstwo, przeprowadził zespół przez wiele sukcesów i pozyskał wielu nowych fanów, wyrabiając własny styl. Fani podzielili się na dwa obozy: miłośników stylu Rotha i Hagara. W późniejszych latach, obaj wokaliści wzajemnie się wymieniali stanowiskiem w Van Halen, epizodycznie pojawił się również Gary Cherone, z którym stworzono Van Halen III.

David Lee Roth powrócił do zespołu na stałe w 2007 roku.

 

SŁUCHAJ ROCK RADIA