103 urodziny Franka Sinatry

Aleksandra Pardo
13.12.2018 15:19
A A A
Frank Sinatra, 1990 r.

Frank Sinatra, 1990 r. (MARIO SURIANI/ASSOCIATED PRESS)

Wczoraj minęła 103 rocznica narodzin amerykańskiego piosenkarza i aktora filmowego pochodzenia włoskiego - Franka Sinatry.

Mimo, że z rockiem wspólnego miał niewiele, z pewnością prowadził rock and rollowy tryb życia. Francis Albert Sinatra przyszedł na świat 12 grudnia 1915 w Hoboken. Nie był pilnym uczniem i postanowił zakończyć edukację bardzo wcześnie. Przygodę ze śpiewem zaczął pod wpływem Binga Crosby’ego w czasach prohibicji, kiedy umilał czas gościom podrzędnych barów w New Jersey. To właśnie wtedy jego ojciec Anthony Martin Sinatra (szerzej znany jako Marty), nawiązał kontakty z gangsterami, którzy handlowali alkoholem. Młody artysta również marzył o karierze w półświatku, ale w 1940 roku przyłączył się do zespołu Tommy’ego Dorseya i szybko został idolem ówczesnej młodzieży.

Możliwe, że Frank Sinatra nie zostałby tak znanym na całym świecie artystą, gdyby nie okres, w którym przyszło mu działać. USA w 1941 roku przystąpiły do II Wojny Światowej (to właśnie na ten okres datuje się dynamiczny rozkwit kariery wokalisty). W kraju brakowało mężczyzn, kobiety do nich tęskniły. Tęskna tematyka piosenek Franka Sinatry idealnie wpasowywała się w zapotrzebowanie. W zdobyciu sławy pomogła też niewyobrażalnie duża pewność siebie. Sinatra był popularny do tego stopnia, że nierzadko fanki wykrajały ze śniegu odciski butów wokalisty, by je później zamrozić.

 

Jego piosenki zna każdy. Utwory takie jak „New York, New York” „Strangers In The Night”, czy „My Way” (która otrzymała status najpopularniejszej piosenki pogrzebowej) przyniosły mu międzynarodową popularność. To z czasem doprowadziło do Sinatromanii.
Dnia 30 grudnia 1942 r. Sinatra przy niebywałym aplauzie publiczności wystąpił w Paramount Theatre. Muzyk tak wspominał ten występ:

Dźwięk, który mnie powitał, był absolutnie ogłuszający. To był olbrzymi ryk. Pięć tysięcy dzieciaków, tupanie, wrzaski, krzyki, oklaski. Przestraszyłem się. Nie mogłem poruszyć mięśniem

Sinatrze zaproponowano cały cykl koncertów przez następne dwa miesiące. W pewną sobotę, piosenkarz miał jedenaście koncertów, zaczynając o godzinie 8:10, a kończąc o 2:30 następnego dnia. Rozhisteryzowana publiczność na scenę rzucała nie tylko róże, ale elementy garderoby. Sinatrę okrzyknięto „Swoonatrą”, ale na trwale przylgnął do niego przydomek „The Voice”. W krótkim okresie czasu powstało ponad 1000 fanklubów piosenkarza. W połowie lat 40. Sinatra otrzymywał ok. 5 tysięcy listów tygodniowo. Najzagorzalsi fani Sinatry nosili na swoich ubraniach tytuły jego piosenek i byli gotowi przekupić pokojówki hotelowe, aby dotknąć łóżka swojego idola.

Time opisując Sinatromanię zauważył:

Od czasów Valentino amerykańskie kobiety nie wyrażały tak bezgranicznej miłości do artysty

W początkowym okresie swojej kariery Sinatra nagrał utwór „Ever Homeward”, w której śpiewa nie tylko po angielsku, ale również po polsku. Nagranie ujrzało światło dzienne po wielu latach i na życzenie artysty zostało puszczone podczas koncertu wsparcia dla Polaków w stanie wojennym.

 

Wokalista zmarł 14 maja 1998 roku. Według legendy został pochowany z piersiówką whisky Jack Daniel’s (jego ulubionym drinkiem) oraz garścią dziesięciocentówek. Podobno od czasu porwania syna Sinatra zawsze nosił w kieszeni monety dziesięciocentowe. Porywacze żądali wówczas od wokalisty wyłącznie kontaktu poprzez automaty telefoniczne.
Na nagrobku Sinatry znajduje się tytuł ostatniej piosenki, którą miał okazję wykonać publicznie – „The Best is Yet to Come

 

SŁUCHAJ ROCK RADIA