PAIN i Ensiferum zagrali w Krakowie. Koncert w skandynawskim klimacie z nutką egzotyki [RELACJA]

REKLAMA
Pochodzący ze szwedzkiej miejscowości Ludvika PAIN wraz z helsińską formacją Ensiferum dali jedyny koncert w Polsce podczas trwającej trasy "I Am On Tour". Jako support zagrał zespół Eleine ze Szwecji oraz "samurai metal" Ryujin z Japonii.
REKLAMA

Fani ciężkiego brzmienia ustawili się w kolejce do krakowskiego klubu Kamienna 12 już na długie godziny przed otworzeniem drzwi namiotu. Pierwsi oczekujący, którzy do Krakowa zawitali z różnych zakątków Polski, ale także spoza granic naszego kraju, pojawili się na miejscu już około godziny 14, czyli na 4 godziny przed otwarciem bram lokalu. Kolejka z godziny na godzinę stawała się coraz dłuższa, a w momencie rozpoczęcia koncertu klub był już prawie całkowicie wypełniony.

REKLAMA

Zobacz także: Jego nałóg zaczął się już w dzieciństwie. Anthony Kiedis miał toksycznego ojca

Wieczór rozpoczął się od krótkiego, ale niezwykle energicznego koncertu formacji, która wcześniej znana była pod nazwą GYZE. Ryujin, który nazwę zaczerpnął od smoka, pochodzi z japońskiej wyspy Hokkaido, tworzy muzykę, którą sami określają jako „samurai metal". Managerem zespołu jest nie kto inny, jak sam Matthew Kiichi Heafy – lider amerykańskiej formacji Trivium, który sam ma japońskie korzenie. Zespół, mimo iż na scenie pojawił się nieco później, niż zapowiadano w rozpisce, dał świetny występ, który znakomicie rozgrzał fanów, którzy mogli trochę przemarznąć, czekając w kolejce. Trzydziestominutowe show obfitowało w niezwykle dynamiczne i szybkie brzmienia, ostre gitarowe riffy i oczywiście mnóstwo technicznego shredingu w wykonaniu gitarzystów. Całość okraszona była niezwykle mocnym growlem charakteryzującego się androgynicznym wyglądem lidera formacji Ryoji Shinomoto.

Połączenie ciężkiego brzmienia z operowym śpiewem? Eleine robi to znakomicie!

Po krótkiej przerwie, podczas której wszyscy mogli zaczerpnąć trochę oddechu, nadszedł czas na kolejny support, czyli szwedzką formację Eleine.

Grupa, która została założona w 2014 roku, wykonuje metal symfoniczny, jednak w ich twórczości słyszalne są również wpływy black, death i thrash metalu. Z całą pewnością uwagę przykuwa liderka formacji - Madeleine Liljestam, która wokalnie nie ustępuje największym kobiecym głosom na scenie metalowej. Jej sceniczne stroje, przypominające nieco ubiór walecznych walkirii, z pewnością przyciągnęły pod barierki nie jednego pana. Zespół obecnie promuje wydany w tym roku czwarty album „We Shall Remain". Podczas krakowskiego występu nie zabrakło największych hitów kapeli, jak „Death Incarnate", „Enemies" (od którego zaczęli swój występ) oraz „Ava of Death". Formacja trochę zasmuciła swoich fanów, po tym, jak mimo zapowiedzi płynących ze sceny, iż po koncercie gwiazdy wieczoru będą czekać na stoisku z merchem, niestety się tam nie pojawili, a następnie w pośpiechu udali się do autobusu, tak, iż fani nie mieli najmniejszych szans złapać swoich idoli. To jednak nie zaburzyło pozytywnych wrażeń, które w zgromadzonych wywołał koncert grupy.

REKLAMA

Zobacz także: Zadziwiające, co pojawiło się w tekstach Nirvany. Nawet producent był w szoku

Ensiferum - mistrzowie zabawy w kiltach

Gościem specjalnym na tej trasie „I Am On Tour" jest fińska folk metalowa formacja Ensiferum. Petri Lindroos wraz z kolegami są mistrzami melodic death metalu, który jest niezmiernie popularny w Finlandii. Zespół został założony w 1995 roku w Helsinkach i przez lata dokonały się w nim liczne zmiany w składzie. Jedynym członkiem zespołu, który występuje w nim od samego początku, jest założyciel i gitarzysta formacji – Markus Tivonen.

To, że Ensiferum uwielbiają dobrze się bawić wiedzą wszyscy. Kapela swój występ rozpoczęła od energicznego kawałka „Andromeda" pochodzącego z ostatniego albumu zatytułowanego „Thalassic". Płynnie przeszli do kolejnego kawałka „In My Sword I Trust", który jest jednym z największych przebojów Finów. Piosenka sprawiła, iż publiczność wpadła w euforię, a Petri Lidroos praktycznie nie musiał udzielać się w niej wokalnie, ponieważ zgromadzeni znakomicie znali każde słowo i energicznie wykrzykiwali tytuł i zarazem wers refrenu utworu.

Petri Lindroos - lider formacji EnsiferumPetri Lindroos - lider formacji Ensiferum Justyna E. Klorek

REKLAMA

Potem przyszedł czas na zaangażowanie keyboardzisty – Pekki Montina, który zaśpiewał czyste partie wokalne w pochodzącym z 8. albumu utworu „Run From the Crushing Tide". Fani byli rozgrzani do czerwoności już od pierwszych minut. Mosh pit w zasadzie nie ustawał, a ochroniarze mieli pełne ręce roboty z przechwytywaniem surfującej publiczności. Oczywiście nie mogło zabraknąć legendarnego „Lai lai hei", który pochodzi z drugiego albumu kapeli zatytułowanego „Iron". Słuchacze mogli posłuchać czystych partii wokalnych w języku fińskim śpiewanych przez założyciela i współautora piosenki – Markusa Toivonena. Zarówno zespół, jak i publiczność bawili się doskonale. Basista Sami Hinkka, w ramach uznania dla zgromadzonych zeskoczył wraz ze swoim basem ze sceny i przybił piątkę tym, którym udało się zająć miejsce przy barierce. Tym samym gestem podziękował również za dobrą robotę ochroniarzom, którzy byli trochę zdezorientowani zachowaniem muzyka.

Zejściu muzykom ze sceny towarzyszył oczywiście humorystyczny fiński kawałek „Vanha suomalaisten poikain vitutuslaulu". Szczęśliwcy, którzy zdecydowali się zostać chwilę po koncercie, zdobyli autografy i zdjęcia ze swoimi idolami, którzy w rozmowach wyrazili wdzięczność za ciepłe przyjęcie i wsparcie dla zespołu.

Zobacz także: Dr Misio powraca z nowym albumem. Słuchaj Rock Radia i wygraj krążek "Chory na Polskę"!

PAIN - czyli wieczna impreza

Zespół jest doskonale znany wszystkim fanom ciężkich brzmień. Powstał on w 1997 roku w zasadzie jako projekt poboczny uznanego szwedzkiego muzyka, kompozytor, producenta i multiinstrumentalisty – Petera Tägtgrena.

REKLAMA

PAIN na swoim koncie ma 8 albumów studyjnych i wiele hitów. W latach 2000 wszyscy nucili utwór „Shout Your Mouth", który okazał się największym hitem formacji. W 2021 roku, w czasie globalnej pandemii światło dzienne ujrzał iście imprezowy kawałek „Party In My Head", którego liczba odtworzeń jedynie na YouTube to już prawie 6 milionów!

Występ w Krakowie udowodnił, że Tägtgren jest w szczytowej formie, mimo iż dopiero niedawno zakończył światową trasę, która promowała najnowsze wydawnictwo Hypocrisy. Szwedzi swój występ rozpoczęli od utworu „Let Me Out", który pochodzi z siódmego studyjnego albumu formacji „You Only Live Twice". Już od pierwszych brzmień, wiadomo było, że będzie to niesamowite show.

W momencie, kiedy wybrzmiało charakterystyczne elektroniczne intro do kolejnego utworu „End Of The Line" salę spowił dym, na tyle gęsty, że w zasadzie nie było nic widać. Ten zabieg jeszcze spotęgował psychodeliczną percepcję utworu.

Zespół, podobnie jak publiczność świetnie się bawił. Żartom na scenie nie było końca, a z głośników wybrzmiewały kolejne hity. Całość widowiska okraszona była wyświetlanymi w tle przeróżnymi historyjkami w formie krótkich kreskówek. Bohaterem większości z nich była maskotka zespołu, mały alien Peter Pain.

REKLAMA

Podczas słynnego „Call Me" nie mogło zabraknąć Joakima Brodéna z Sabaton, który w Krakowie zaśpiewał swoją partię jedynie z telebimu, mimo to, otrzymał gromkie brawa.

Peter Tägtgren podczas koncertu w Krakowie, 3 listopada 2023Peter Tägtgren podczas koncertu w Krakowie, 3 listopada 2023 Justyna E. Klorek

„I Am On Tour" - Tägtgreni spółka w szczytowej formie

Zespół niedawno wydał nowy singiel zatytułowany „Revolution", który swoim stylem jest swoistym mostem pomiędzy Hypocrisy i Painem. Jak zapowiedział kawałek Peter Tägtgren, skomponowany został on przez jego syna – Sebastiana – który od kilku lat pełni w kapeli rolę perkusisty.

REKLAMA

Po tanecznym „Zombie Slam" i „Suicide Machine" oraz nieco cięższym w brzmieniu „Monkey Business", które pokazuje całe spektrum wokalnych możliwości Tägtgrena przyszedł czas na chwilę odpoczynku. Na scenie pojawiły się krzesła, a gitarzysta Sebastian Svalland pojawił się z gitarą akustyczną. Wybrzmiały pierwsze dźwięki utworu „Coming home", który pochodzi z ostatniego krążka kapeli pod tym samym tytułem, który ukazał się w 2016 roku. Ten refleksyjny kawałek, w którym Peter Tägtgren śpiewa o tym, że jest zmęczony i potrzebuje pauzy. Rzeczywiście, o tamtego momentu zespół dawał jedynie sporadyczne koncerty. Jednak zdaje się, że muzyk znów jest głodny tworzenia i koncertowania.

Po tych kilku minutach wytchnienia publiczność domagała się zagrania utworu „Party In My Head", jednak zespół miał inny pomysł na scenariusz swojego występu. Choć początkowo, kiedy Tägtgren zapytał, czy lubią bluesa, to nie spotkał się z entuzjazmem publiczności, jednak kiedy wybrzmiały pierwsze nuty „Have A Drink On Me", to wszyscy zaczęli energicznie klaskać i po chwilowym niezadowoleniu nie było śladu.

Zobacz także: Nielegalni handlarze nie znają granic. Metallica rozpoczęła batalię sądową!

Później przyszedł czas na utwór, bez którego nie może odbyć się żaden koncert formacji, a mianowicie „Same Old Song", który opowiada o tym, że nie ważne jak zmienia się świat, pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają. Właśnie tak, jak PAIN, który od lat trzyma poziom i dostarcza nam co raz to nowych utworów, które tylko umacniają go na liście najlepszych zespołów metalowych. 

REKLAMA

Na zakończenie podstawowego setu PAIN zagrał cover utworu The Rolling Stones „Gimme Shelter", który wydali w 2021 roku. Publiczność nie kryła rozczarowania, ponieważ głośno domagali się zagrania „Shout Your Mouth" i „Party In My Head". Zespół nie dał się długo prosić i po gromkim skandowaniu nazwy zespołu na przemian z imieniem wokalisty w końcu pojawił się na scenie w nieco zmienionych stylizacjach. W Kamiennej 12 zawrzało, ponieważ białe futro zarówno na barkach, jak i gitarze Sebastiana Svallanda zwiastowały jedno – w końcu przyszedł czas na imprezowe „Party In My Head". Wypełniony po brzegi i rozgrzany do czerwoności klub śpiewał głośno refren, a muzycy na scenie wili się w uwodzicielskim tańcu.

Peter Tägtgren - lider formacji Pain w Krakowie podczas trasy 'I Am On Tour'Peter Tägtgren - lider formacji Pain w Krakowie podczas trasy 'I Am On Tour' Justyna E. Klorek

Niestety, wszystko to zwiastowało nieuchronnie zbliżający się koniec koncertu. Po „I’m Going In" muzycy znów na chwilę zniknęli ze sceny. Jednak wraz z dźwiękiem elektrycznego budzika na scenie pojawił się gość, którego nikomu nie trzeba było przedstawiać. Publiczność zaczęła śpiewać w rytm wybrzmiewającej melodii, a następnie odśpiewała z Peterem hit „Shout Your Mouth", który, mimo iż premierę miał 21 lat temu, to nadal tak samo mocno rozgrzewa i porywa. Schodząc ze sceny, Peter Tägtgren obiecał, że z pewnością do nas wróci, i każdy, kto wychodził z klubu, gorąco na to liczył. Po koncercie, mimo deszczu muzycy wyszli do oczekujących na nich fanów i chętnie podpisywali gadżety oraz pozowali do zdjęć. Mimo iż dosłownie przed chwilą dali swój 24 koncert na trasie „I Am On Tour", a przed nimi kolejnych 9 w tej serii, to nie było po nich widać ani krzty zmęczenia. Fani w Polsce już odliczają dni do kolejnego występu szwedzkich mistrzów industrial metalu. 

REKLAMA

SŁUCHAJ ROCK RADIA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Copyright © Grupa Radiowa Agory