Wierność to jego drugie imię. Nie tylko w stosunku do The Cure

REKLAMA
Robert Smith należy do zdecydowanie najwierniejszych artystów. Tak w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Potwierdzić to mogą jego koledzy z The Cure oraz żona, Mary Poole.
REKLAMA

W drugiej połowie lat 70. punkrockowy ruch i muzyka zaczęły ewoluować, owocując bardziej zróżnicowanym brzmieniowo post punkiem, w tym tzw. nową falą. Wśród pierwszych i sztandarowych jej przedstawicieli był m.in. zespół The Cure. Założył go Robert Smith. Ten słynny muzyk skończył właśnie 65. lat.

REKLAMA

Robert Smith i The Cure to para idealna

Robert Smith urodził się 21 kwietnia 1959 r. w angielskim Blackpool, jednak większość dzieciństwa spędził w Londynie. Wówczas zaczął uczyć się gry na pianinie, potem gitarze. W szkole podstawowej St. Francis spotkał też Lola Tolhursta.

Zobacz także: Policja o mało nie przeszkodziła w nagraniu tego hitu. "Nie zdawałem sobie sprawy, co się dzieje"

To z nim oraz kilkoma innymi szkolnymi kolegami grał w garażowych zespołach. Ostatni z ich projektów, Easy Cure, przerodził się w 1978 r. w The Cure. Smith zajął się tam nie tylko śpiewaniem, ale też komponowaniem muzyki, pisaniem tekstów i graniem na gitarze (a w razie potrzeby – też na kilku innych instrumentach).

Już w 1979 r. roku ukazał się ich debiutancki krążek „Three Imaginary Boys". W kolejnych latach formacja przeobraziła swoją postpunkową formę we własny unikalny styl. Stała się też jednym z prekursorów rocka gotyckiego.

REKLAMA

Na całą kulturę gotycką ogromny wpływ miał również wizerunek Smitha. Nosił czarne ubrania, miał bladą twarz, niedbale pomalowane na czerwono usta, niechlujny ciemnym makijaż oczu i natapirowane czarne włosy.

Zobacz także: Po śmierci męża musiała mierzyć się z ogromem nienawiści. "Zupełnie nowy poziom"

Zespół The Cure, który włączał później do swojej muzyki także elementy alternatywnego popu i synthpopu, wydał do dziś 13 albumów, które rozeszły się w ponad 30 milionach egzemplarzy. Stworzył również takie ponadczasowe przeboje jak „Friday, I’m In Love", „Boys Don’t Cry", „Just Like Heaven" czy „Lovesong".

 

Doceniana jest tak sama kapela, która trafiła do Rock & Roll Hall of Fame, jak i Robert Smith. Muzyk ma na koncie wiele wyróżnień. Znalazł się choćby w 2023 r. na 157. miejscu listy „największych piosenkarzy wszechczasów" magazynu „Rolling Stone".

REKLAMA

Wierny zespołowi i ukochanej żonie

Robet Smith w międzyczasie (w latach 1982-84) był także gitarzystą w słynnym Siouxsie and the Banshees, z którym nagrał dwa albumy. Wydał też płytę ze swoją krótkotrwałą supergrupą The Glove w 1983 r.

Zobacz także: Brylowały w popularnych teledyskach lat 90. Jedna z nich to córka lidera Aerosmith

Brytyjczyk ma na koncie także wiele innych, jednorazowych współprac. Choćby z takimi znanymi formacjami jak The Stranglers, Blink-182, Korn, Gorillaz czy Chvrches. Chętnie pomaga jednak też mniej znanym artystom spod skrzydeł wytwórni Fiction Records, z którą przez lata dział zespół The Cure.

Co więcej, Robert Smith znajduje się wśród współzałożycieli popularnej londyńskiej rozgłośni rockowej XFM. Artysta ma ręce pełne roboty. Tym bardziej, że cały ten czas, nieprzerwanie, do dziś działa z The Cure.

REKLAMA

65-latek słynie ze stałości w uczuciach. Nie tylko do swojego macierzystego zespołu, ale też do swojej wybranki serca. Jest nią Mary Poole. Poznali się na zajęciach teatralnych w szkole, kiedy mieli jedynie po 14 lat. Ślub wzięli w 1988 r. Do dziś tworzą bardzo szczęśliwą, acz ekscentryczną, rodzinę. Dwuosobową rodzinę, dodajmy, ponieważ Smith nigdy nie krył, że nie chce mieć dzieci. Wystarczy mu bycie wujkiem dla dwadzieściorga pociech ze strony brata i dwóch sióstr.

Zobacz także: Jon Bon Jovi wciąż nie doszedł do siebie po operacji. "Nie muszę być grubym Elvisem"

REKLAMA

SŁUCHAJ ROCK RADIA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Copyright © Grupa Radiowa Agory