Dave Gahan prawie przedawkował. "Doświadczyłem bycia poza ciałem"

REKLAMA
Depeche Mode to niekwestionowane legendy muzyki. Zespół przez dziesięciolecia kształtowali swój unikalny styl. Jednak Dave Gahan wspomina, że wraz z wielką sławą nie ominęły go spore problemy. Muzyk otarł się o śmierć.
REKLAMA

Grupa Depeche Mode zyskała największą popularność na początku lat 90., kiedy to wydali swój najpopularniejszy album "Violator". Na krążku znalazł się jeden z największych hitów zespołu "Enjoy The Silence".

REKLAMA

Depeche Mode byli na szczycie

Formacja poznała wtedy nie tylko smak sukcesu, ale musieli się zmierzyć z ogromnymi problemami osobistymi. Sława i problemy z używkami zniszczyły przede wszystkim wokalistę Dave'a Gahana, który zmagał się z uzależnieniem.

Zobacz także: Stworzył ze Scorpions kilka klasyków. Jednego z nich "nie ceni zbyt wysoko"

Po wydaniu "Violator" Gahan spędzał większość czasu w Stanach Zjednoczonych, do których przywiodła go rodząca się scena grunge'u. Niestety nie tylko brzmienia kompletnie go pochłonęły, razem z muzyką przyjął bardzo niezdrowy styl życia. Muzyk bardzo szybko uzależnił się od heroiny.

Dave Gahan chciał popełnić samobójstwo

W październiku 1993 roku pierwszy raz otarł się o śmierć, gdy podczas koncertu w ramach trasy promującej nowy album dostał zawału. Wydarzenie wiązało się oczywiście z nadmiernym użyciem narkotyków przez artystę.

REKLAMA

Od tamtej pory wszyscy członkowie Depeche Mode zaczęli się zmagać z problemami osobistymi, które bardzo negatywnie odbiły się na grupie. Dwa lata później formację opuścił Alan Wilder. Natomiast Andy Fletcher przechodził załamanie nerwowe, a Dave Gahan wpadł w odmęty uzależnienia.

Zobacz także: Niecodzienne sceny na koncercie Pearl Jam. To nie przeszkodziło McCready'emu w solówce

W pewnym momencie jego stan doprowadził wokalistę do próby samobójczej, którą na szczęście przeżył. Jednak nie był to koniec kłopotów.

Przedawkował i ledwo go uratowali

Rok później prawie przedawkował, zażywając mieszankę heroiny i kokainy. Został uratowany dzięki anonimowemu zgłoszeniu na numer alarmowy.

REKLAMA

Serce muzyka zatrzymało się wówczas na dwie minuty, jednak trzecia próba reanimacji przywróciła jego pracę. Jeden z ratowników miał mu wtedy powiedzieć: "właściwie to byłeś już martwy". Dave Gahan był dobrze znany okolicznemu personelowi medycznemu, który nadał mu przydomek "kot".

Zobacz także: Zamieszanie wokół Iron Maiden. Pozew, którego... nie było?

Dave Gahan opowiedział o najmroczniejszym okresie swojego życia w rozmowie dla "The Guardian":

Doświadczyłem czegoś, co ludzie nazywają, doświadczeniem bycia poza ciałem, a następną rzeczą, którą pamiętam, było to, że siedziałem z tyłu karetki pogotowia. W tym konkretnym czasie jedyną prawdziwą myślą, która była przerażająca, była ta, że ??nie mogę decydować o tym, co się stanie. Myślałem, że to zrobiłem. Byłem zachwycony ideą "jeśli zniknąć, to z hukiem", mając za sobą to, co uważałem za dobrą zabawę, w otoczeniu innych pieprzonych pochlebców nieudaczników. To przychodzi do nas wszystkich, ale tak naprawdę nie wiesz kiedy — powiedział artysta.
 
REKLAMA

SŁUCHAJ ROCK RADIA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Copyright © Grupa Radiowa Agory